Fot. Justyna Rojek

Bez przynęty fotografuje Justka Rojek

Każdy z nas zaczyna od fotografowania osób ze swojego otoczenia podczas wspólnej wycieczki albo urlopu. Tylko nieliczni pozostają wierni pierwszej fascynacji fenomenem fotografii, pierwszej radości z tego, że udało się stworzyć obraz osoby, którą poznali, znali od lat – obraz odpowiadający przekonaniu o tym, że sfotografowali kogoś takim, jaki jest, jak go widzą. Ale każda fotografia ma się podobać – nie tylko temu, który fotografuje, ale i temu, który jest już sfotografowany. I wtedy po raz pierwszy, albo kolejny, zderzamy nasze intencje, intuicje i umiejętności z oczekiwaniami modela. Jakże często oczekiwania osoby portretowanej zniechęcają!!! Zwykle okazuje się, że pragnie ona nie fotografii, ale „fotograficznego opakowania” osoby, które już gdzieś widziała, które popełnił inny fotograf. I nie jest tak ważne, że była to fotografia osoby niepodobnej, nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Niemal od początku istnienia fotografii portretowani żądają „fotograficznego opakowania” i retuszu własnych niedoskonałości tak usilnie, jak dzisiaj oczekują ingerencji Photoshopa. Choćby dlatego portret fotograficzny jest sztuką niełatwą; jego autor powinien w sugestywny sposób przekonać modela do swojego stylu robienia zdjęć. Artystycznej odwagi wymaga odmowa wykonania kopii czyjegoś pomysłu czy portretu „wylizanego” – jak o takim typie wizerunku mówił Witkacy – w którym chyba już tylko oczy podobne są do oczu modela, o ile przed chwilą nie założył barwnych szkieł kontaktowych. Współczesny człowiek nie wierzy w to, że fotografia jest werystycznym narzędziem pokazywania świata. Niektórych to przeraża, inni fotografują. Justyna Rojek, jako fotoreporter jednej z ogólnopolskich agencji, od 2011 r. fotografuje zarówno polityków i celebrytów, jak i manifestacje i zadymy kiboli. Dla siebie, dla podobnych sobie ludzi zauroczonych fenomenem fotografii, z pasją wykonuje inne zdjęcia, które nie znajdą się na okładkach „zbyt kolorowych” czasopism, a są nam tak bliskie, jak wspomnienia beztroskiego dzieciństwa, młodości chmurnej i durnej oraz tych, którzy są lub byli starsi od nas, niekiedy o kilkadziesiąt lat. Podobnie jak wielu fotoreporterów, szukała swego miejsca we współczesnym świecie. Swoją przygodę z fotografią zaczynała od przeglądania fotograficznych galerii internetowych. Sama zaczęła w 2008 r., nadal publikuje autorskie zdjęcia w galeriach internetowych – pod pseudonimem Pescador. W 2009 r. pojawiła się na zajęciach fotograficznych w toruńskim Wojewódzkim Ośrodku Animacji Kultury, przedstawiając swój własny pomysł na bycie fotografem. Świadoma konieczności zmierzenia się z technologiami, dziś głównie cyfrowymi, uzyskała dyplom fototechnika. Ukończyła Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK. Obecnie jest studentką Wydziału Sztuk Pięknych UMK, zamierza uzyskać dyplom magistra z projektowania graficznego i fotografii artystycznej w pracowni dr. hab. Zdzisława Mackiewicza, wybitnego grafika i artysty fotografii. Wystawą zatytułowaną Portrety toruńskie, będącą efektem projektu artystycznego Fotograficzne studium toruńskich stylów bycia, na realizację którego otrzymała stypendium Miasta Torunia w 2012 r., prezentowaną w lipcu i sierpniu w Galerii Spotkań Wojewódzkiego Ośrodka Animacji Kultury w Toruniu, Justyna Rojek celnie wpisuje się w wieloletnią tradycję portretowania mieszkańców miasta nad Wisłą, grodu Kopernika. Portrety, zarówno burmistrzów, rajców, kupców i przemysłowców, naukowców, oficerów, jak też rzemieślników i robotników, indywidualne i rodzinne, wykonywali: jeden z pierwszych fotografów toruńskich, radny miejski Alexander Jacobi (1826-1894), Josef Assmann, prowadzący zakład fotograficzny w Toruniu w latach 1897-1912, Jan Mełnicki, pracujący w Toruniu w latach 1908-1923. Po 1945 r. równie cenne, artystycznie i historycznie, wizerunki wykonywali: Alojzy Czarnecki (1893-1980), jego córka Janina Gardzielewska (1926-2012) oraz Czesław Kuchta (1936-2001), by wspomnieć tylko kilku mistrzów portretu toruńskiego. Ich realizacje dalekie są co prawda od tego, co w 2012 r. przedstawiła Justyna Rojek, używająca na co dzień lustrzanki cyfrowej; w podobny sposób portretował mieszkańców Torunia jedynie Andrzej Kamiński (ur. w 1940 r.), długoletni fotoreporter toruńskich Nowości.

Fot. Justyna Rojek
Fot. Justyna Rojek

Używany przez Justynę Rojek pseudonim Pescador mówi wiele: w języku hiszpańskim to rybak, ale także wędkarz, czyli ktoś, kto wyrusza nad wodę i oczekuje zdobyczy, ukrytej w głębinie. Mimo młodego wieku Justyna  jest już jednym z tych fotografów-myśliwych, których wspominał Henri Cartier-Bresson pisząc o decydującym momencie na zrobienie takiego właśnie, jedynego, niepowtarzalnego ujęcia. Jej fotografia wyrasta z pasji reporterskiej. Lubi chodzić po toruńskich czy warszawskich ulicach i zaułkach z teleobiektywem, by zatrzymywać w ułamku sekundy twarze, gesty, sylwetki napotkanych, mijanych ludzi. Fotografuje zarówno dzieci, jak i osoby w średnim i podeszłym wieku, w ich codziennej krzątaninie wokół spraw dziś najważniejszych, a często zapominanych nazajutrz. Dorastała w bliskim jej sercu Łazieńcu, gdzie do dziś pozostał dom rodzinny Edwarda Stachury, z którym jest spokrewniona. Wykonuje tysiące ujęć, na wystawach indywidualnych prezentuje kilkadziesiąt prac. Zwykle są to czarno-białe fotogramy, wykonane i opracowane cyfrowo, stanowiące celne nawiązanie do najlepszych tradycji polskiego i światowego fotoreportażu. Fotografia artystyczna Justyny Rojek wpisuje się w szerszy nurt fotografii humanistycznej, poszukującej optymistycznego wizerunku człowieka w czasie, kiedy ludzi jest coraz więcej, a człowieka coraz mniej (Ryszard Milczewski-Bruno). Warte podkreślenia są: jakość techniczna tych zdjęć (autorka jest przecież fototechnikiem), spory format powiększeń i wydruków cyfrowych, przykuwających wzrok, pozwalających się zatrzymać i zadumać nad tym, co ulotne, a przecież powtarza się w każdym pokoleniu: radość i smutek, euforia i zaduma, zabawa i troska, sylwetka wyprężona, jak do defilady i pochylone plecy. Ingerencja Photoshopa jest dyskretna, ale jest! Większość zdjęć Rojek została zapisana w jej aparacie jako fotografie barwne. Konwersja na pliki czarno-białe to świadomy wybór autorki, wskazujący na historyczne źródła jej pomysłu na fotografię artystyczną. Swego czasu na większość fotografii, które pokazywała, przedstawiała dzieci. Gdy już osiągnęła zaskakujące rezultaty w najtrudniejszym z portretów: dziecięcym, zaczęła fotografować ludzi spychanych na margines i niepełnosprawnych. W tym momencie ujawniła cechy osobowości niezwykle ważne dla rasowego reportera. Nie jest to tylko odwaga fotografowania w ryzykownej sytuacji. Justyna Rojek nie ukrywa swoich zamiarów, nie fotografuje ukradkiem. Często podchodzi do nieznanych ludzi i pyta o pozwolenie na zrobienia zdjęcia. Na jej fotogramach pojawiają się twarze pojedynczych osób, nie jest to sztywne trzymanie się zasad, wpajanych niegdyś fotoreporterom, nakazujących, aby na ich zdjęciach znalazła się grupa, licząca co najmniej trzech ludzi. Jak tu przedstawić aż trzech zakochanych w sobie? Czy takie zdjęcie odda sposób bycia w kraju nad Wisłą? Justyna Rojek nie dokonuje wyborów wyłącznie estetycznych, ale także etycznych. W ten sposób stworzyła tu i teraz z pojedynczych ujęć nieretuszowany portret zbiorowy mieszkańców Polski z Łazieńca, Aleksandrowa, Torunia, Warszawy... Nieretuszowany dlatego, że jej portrety nie są „fotograficznym opakowaniem” ludzi, ale próbą pokazania człowieka takim, jakim bywa, a nie tylko jest w cywilizacyjnej masce, która do zbyt wielu twarzy przyrasta. Są to zarazem portrety fotograficzne, wiele mówiące o dzisiejszym pojmowaniu fotogenii: fotogeniczny, więc piękny portret nie musi być „wylizany”.

Stanisław Jasiński

www.justynarojek.com/bio/

Bez przynęty fotografuje Justka Rojek

Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek
  • Fot. Justyna Rojek

zobacz inne

  • JUST UNIQUE NA KARNAWAŁ

  • OSAMOTNIONE MIEJSCA DIMITRIEGO

  • BEAUTY OF LIQUID

  • SEN O BAOBABACH